ŁUKASZ WÓJCIK r -^ l Koszmar wielu angielskich miasteczek - wąska uliczka przebiegająca przez centrum staje się nagle drogą tranzytową dla 40-tonowych ciężarówek. Bo GPS jest świetny, dopóki nie zastępuje rozsądku Na początku myśleliśmy, że w naszym mieście działa gang kolekcjonerów lusterek samochodowych. Dopie- ro potem zaczęliśmy kojarzyć fakty - opowiada nam Ann Simon ze skle- pu obuwniczego w Wedmore. Oka- zało się, że liczba znikających luste- rekjest związana ze wzrostem natężenia ruchu wielkich ciężarówek, które z trudnością miesz- czą się w wąskich uliczkach 3,5-tysięcznego mia- steczka. Wedmore pod Bristolem było dotychczas mek- ką golfistów z całego hrabstwa Somerset. Dziś jest mekką kierowców zagranicznych TIR-ów - to one urywają lusterka zaparkowanym autom. Jeszcze kilka lat temu największym pojazdem, jaki można było spotkać w Wedmore, była śmie- ciarka. Teraz główną ulicą miasta dziennie prze- jeżdża lalka tysięcy 40-tonowych ciężarówek. By- najmniej nie z ich własnej woli. Tym, którzy tra- fiają do Wedmore, brakuje dwóch rzeczy - zna- jomości języka angielskiego i papierowych map. Mają za to system nawigacji satelitarnej GPS. Kings “‘ Lynn ” . ° Norwich , Lfcarmartfien ‘.> ‘^ °Ba’nbury ? Braintree o’ Cheltenham V . ‘ eardiff \V Lonapn, dgend Chelmsfc Jednak za najazd ciężarówek na Wedmore nie odpowiada sam system, tylko sposób jego wy- korzystania. GPS jest w stanie określić naszą po- zycję na całym świecie, ale przydaje się on kie- rowcom tylko wtedy, gdy mają oni elektronicz- ną mapę. Dopiero po naniesieniu na nią naszej pozycji (podanej przez GPS) komputer instruuje kierowcę, którą drogę powinien wybrać, aby do- trzeć do wyznaczonego celu. Z CIĘŻARÓWKA WŚRÓD DOMKÓW O tym, że ten system wciąż ma słabe strony, regularnie przekonuje się 79-letnia mieszkanka Mereworth leżącego sto kilometrów na wschód od Londynu. TIR-y już czterokrotnie zawadzały ojej dom, powodując nadwerężenie konstruk- cji i zawalenie się części dachu. Ostatni wypa- dek, w lipcu 2007 roku, zakończył się brawuro- wą ucieczką kierowcy- staruszka nie zdążyła za- notować numerów rejestracyjnych. Kierowcy TIR-ów wcale się nie zmówili, by atakować ten konkretny budynek. Samocho- dowe systemy nawigacji satelitarnej są przysto- X*” Dotychczas do położonej z dala od autostrad miejscowości Wedmore trafiali tylko ci, którzy chcieli tam trafić sowane do obsługi pojazdów osobowych, a nie dwunastokołowców. Na ciekłokrystalicznej ma- pie nie ma więc informacji, że zakręt przy feral- nym domu w Mereworth jest tak ciasny, że naj- większe ciężarówki nie są w stanie się w nim zmieścić. Nie ma ostrzeżenia, że większość ulic w Wedmore jest tak wąska, że z trudem mijają się na nich samochody osobowe. Plan nie wspo- mina też o zbyt niskich jak na ciężarówki wia- duktach oraz o stromych i krótkich podjazdach, na których długie TIR-y niemal łamią się wpół. Po prostu mapa to mapa, a nie przewodnik. - Wiele razy jeździłem po Wielkiej Brytanii i zawsze system nawigacji satelitarnej był dla mnie tylko dodatkiem do papierowej mapy-wy- jaśnia ?Przekrojowi” Jerzy Skomro, kierowca cię- żarówki. Według niego satelitarne wspomaganie przydaje się w wielkich miastach. Poza nimi kie- rowca TIR-a musi bardzo uważać, bo nawigacja jest ?skrojona” na kierowcę samochodu osobo- wego i nie uwzględnia wielu informacji kluczo- wych dla prowadzącego ciężarówkę. Z tak niepełnych danych korzystają nie tylko sami kierowcy, ale również programy, które pro- ponują im najkrótsze trasy przejazdu. - Przez nasze miasto łatwo dotrzeć na międzynarodo- we lotnisko pod Bristolem. Oczywiście jeśli podróżujesz samochodem osobowym - mówi Tom O’Gready ze szkoły nauki jazdy Crossway w Wedmore. - Kierowcy zabłąkanych TIR-ów tłumaczą się, że jechali zgodnie ze wskazania- mi GPS. Tak twierdził też facet, który cofając z wąskiej uliczki, najechał na samochód z na- szymi kursantami. Dziś już nie prowadzimy tu [w Wedmore-przyp. red.] szkolenia-denerwu- je się O’Gready. Człowiek bezgranicznie ufający nawigacji sate- litarnej może stanowić zagrożenie nie tylko dla otoczenia, ale także dla samego siebie. W listo- padzie słowacki kierowca ciężarówki przewożą- cy 22 tony papieru posłuchał wskazówek nawi- gacji satelitarnej i zjechał z autostrady kilkaset kilometrów od celu podróży. Komputer kierował go w coraz węższe uliczki, aż w końcu ciężarów- ka dosłownie zaklinowała się między budynka- mi. Według obserwatorów zdarzenia mężczyzna wyskoczył z pojazdu i zaczął płakać. I tak miał sporo szczęścia, bo w kilku podobnych incyden- tach w 2007 roku firmy spedycyjne, w obawie o bezpieczeństwo przewożonych towarów, za- broniły swoim kierowcom wysiadać z samocho- dów, dopóki ich pojazdy nie zostaną odholowa- ne. Za każdym razem jednak znaleźli się litościwi tubylcy, którzy donosili uwięzionym kierowcom kanapki i gorącą herbatę. NAWIGACJA ZAMIAST MÓZGU Miejscowi mają powoli dość takich niespodzia- nek. Aż 82 procent mieszkańców hrabstwa So- merset, w którym znajduje się Wedmore, twier- dzi, że przeszkadza im nadmierny ruch ciężaró- wek na wiejskich drogach. Zdarzeniem, które ostatecznie sprowokowało lokalne społeczno- ści do działania, był swoisty kulig na początku 2007 roku. Historia zaczęła się typowo dla Wedmore. Ciąg- nik siodłowy z ogromną naczepą zjechał z auto- strady i zaczai kluczyć między zabudowaniami miasteczka. Zawadzał o znaki drogowe, rekla- my sklepów i przewody elektryczne, a na głów- nej ulicy, gdzie parkowały samochody, zaczął po- rywać boczne lusterka aut. Kiedy już wyjechał z miasta, okazało się, że porwał coś jeszcze. Cię- żarówka na odcinku kilkuset metrów ciągnę- ła niewielki samochód z przerażonym kierowcą w środku. Po tym zdarzeniu w paru miasteczkach jedno- cześnie powstały komitety domagające się wy- mazania ich miejscowości z elektronicznych map systemu nawigacji satelitarnej. Okazało się jednak, że wydawców map nie można do tego zmusić. - Nie ma takiego przepisu, który obligowałby nas do wymazania z elektronicznych map miej- scowości, które nie chcą się na nich znaleźć. W dodatku byłby to samobójczy gol dla tych społeczności, bo część z nich żyje z turystyki. Jeśli wymażemy miasteczko z mapy, to nie tra- fią tam nie tylko ciężarówki, ale także wypełnio- ne turystami samochody .osobowe - przekonu- je nas Sue Mather, rzeczniczka Navteq, jednego z dwóch największych producentów map elek- tronicznych. Część komitetów zrezygnowała już z walki o zmiany w mapach elektronicznych i rozpoczę- ła kampanie stawiania znaków drogowych, które mają wskazywać kierowcom ciężarówek alterna- tywne trasy. Na razie jednak kampania jest nie- skuteczna, a w dodatku niezgodna z prawem. Nieskuteczna, bo większość zagubionych kie- rowców to obcokrajowcy, którzy nie znają an- gielskiego. Niezgodna z prawem, bo każdy nowy znak musi być zatwierdzony przez władze komu- nikacyjne, o co komitety nie zadbały. Według Sue Mather członkowie komitetów powinni jak najszybciej zakupić kilka najpo- pularniejszych map elektronicznych i spraw- dzić, jeżdżąc po okolicy, w którym miejscu pro- gram popełnia błąd, a potem zgłosić to produ- centowi. Problem w tym, że zmiany w mapach elektronicznych mogą zostać naniesione dopie- ro po roku, bo z taką częstotliwością wydawane są uaktualnienia planów. - Na razie mieszkań- cy Wedmore nie mają innego wyjścia, jak tylko zdać się na zdrowy rozsądek kierowców, którym nawigacja satelitarna nie powinna zastępować mózgu-podsumowuje Mather. Koszmar wielu angielskich miasteczek - wąska uliczka przebiegająca przez centrum staje się nagle drogą tranzytową dla 40-tonowych ciężarówek. Bo GPS jest świetny, dopóki nie zastępuje rozsądku.
Na początku myśleliśmy, że w naszym mieście działa gang kolekcjonerów lusterek samochodowych. Dopiero potem zaczęliśmy kojarzyć fakty - opowiada nam Ann Simon ze sklepu obuwniczego w Wedmore. Okazało się, że liczba znikających lusterek jest związana ze wzrostem natężenia ruchu wielkich ciężarówek, które z trudnością miesz- czą się w wąskich uliczkach 3,5-tysięcznego miasteczka.
Wedmore pod Bristolem było dotychczas mekką golfistów z całego hrabstwa Somerset. Dziś jest mekką kierowców zagranicznych TIR-ów - to one urywają lusterka zaparkowanym autom. Jeszcze kilka lat temu największym pojazdem, jaki można było spotkać w Wedmore, była śmieciarka. Teraz główną ulicą miasta dziennie przejeżdża kilka tysięcy 40-tonowych ciężarówek. Bynajmniej nie z ich własnej woli. Tym, którzy trafiają do Wedmore, brakuje dwóch rzeczy - znajomości języka angielskiego i papierowych map. Mają za to system nawigacji satelitarnej GPS.
Jednak za najazd ciężarówek na Wedmore nie odpowiada sam system, tylko sposób jego wykorzystania. GPS jest w stanie określić naszą pozycję na całym świecie, ale przydaje się on kierowcom tylko wtedy, gdy mają oni elektroniczną mapę. Dopiero po naniesieniu na nią naszej pozycji (podanej przez GPS) komputer instruuje kierowcę, którą drogę powinien wybrać, aby dotrzeć do wyznaczonego celu.
Cały artykuł w ostatnim numerze Przekroju